Bąbelek rośnie jak na drożdżach.
Dziś pomachał do mnie nawet łapką i chwycił się za główkę w geście ile to ja nie mam problemów.
Taki mały a już się martwi co to będzie jak na ten nasz padołek przyjdzie.
No bo nie ma to jak u mamy...
Co do małżeństwa to jest mła mła.
Jedyne co mnie smuci to fakt że jesteśmy trochę związkiem na odległość.
Słodziak ma prace w Wa-wie a ja zasiedziałam się w tym moim Poznaniu.
Nic dodać nic ująć.
Odległości w postaci 300zacnych kilometrów nie jest wstanie zmniejszyć nawet nsza wielka miłość.
Pozostaje dzielnie przepękać co też oboje czynimy.
Zbliza się sesja i młoda mama czytaj JA stara się pogodzić zmęczenie
i zniechęcenie z tym że owe cudeńka zwane egzaminami musi zaliczyć.
Tak więc "brainstorming" nadal trwa.
Wierzę, że wytrzymam. Bo jak nie ja to kto..?
skomentuj (2)
Było mikołajkowo:
Całkiem niespodziewanie spędziłam ten dzień w gnieźnieńskim młynie. Ani grama alkoholu a zabawa o dziwo przednia :)Szkoda że nie mogłam dłużej.
Było po Japońsku:
Z T. w restauracji gdzie pływają sobie łódeczki a my wyławiamy przepyszne sushi.
I wielkie "dziekuje" jeszcze raz dla Sushi Master-a, który miał niebiańską cierpliwość przy uczeniu mnie jedzenia pałeczkami.
Nio i dla T. tez że to znosił ;)
Było po hiszpańsku:
Na zajęciach u Pani Weroniki gdzie nauczyłam się jak mojemu PrzyszłemuNiedoszłemu powiem jak urządzimy nasze m4.
Będzie po niemiecku:
Bo mi znajomi niemcy właśnie się zjeżdzają na głowe. Więc będę miała kawałek Monachium w Poznaniu :)
miło
skomentuj (2)